piątek, 21 kwietnia 2017

Powrót do domciu Z PRZEBOJAMI :D


DROGA DO DOMU (28/29 października 2016 r)

Wyjechaliśmy z szampańskiego miasteczka Epernay i po odpaleniu na kabelki przez innych już państwa stwierdziliśmy, że bez zatrzymania wracamy prosto do Polski :D

Uff... działa :D



 Kiedy stawaliśmy na stacjach benzynowych na kibelek, jedno z nas zawsze siedziało w aucie którego nie gasiliśmy by znowu nie zaliczyć ładowania. Zaopatrzeni w Red Bulle jechaliśmy przez dróżki, drogi, autostrady, zakręty, knieje opowiadając sobie różne historie naszego życia. Bardzo dobrze nam się jechało, nastawiliśmy się, że nad ranem zajedziemy do Zdun. Przejechaliśmy już Francję, Belgię, Luksemburg, wjechaliśmy do Niemiec na autostrady i.... UPS!!!

Pierwsze oznaki czegoś nie fajnego pojawiły się w postaci smrodu takiego jak siarka czy coś podobnego, oczywiście wyczuła to Marta bo Michał ma znikomy węch :D

Następnie Michał z kolei zobaczył ulatniający się delikatnie dym spod maski po stronie kierowcy. No pięknie :P Godzina 1:00 w nocy, my na autostradzie no ale nic, zjechaliśmy na najbliższym zajeździe dla ciężarówek i zastaliśmy tam akurat Polaków tzw "Panów Majstrów" którzy znali się na wszystkim :D

Zajrzeliśmy wspólnie pod maskę a tu BUCH. Z akumulatora kopciło się niemiłosiernie, mieliśmy też wyciek. Majstry poleciły byśmy zjechali na najbliższym zjeździe, przekimali się i z rana kupili jakiś akumulator wtedy wrócimy do Polski już na spokojnie.

Jak powiedzieli tak zrobiliśmy, zjeżdżając z autostrady wjechaliśmy w duże "przyautostradowe" centrum gdzie były hotele, kilka stacji benzynowych, restauracje, sklepy itd. Fajowo bo obok jednej ze stacji było miejsce napraw samochodów które zepsuły się na drodze. Podjechaliśmy do chłopaków tłumacząc co się dzieje ale oni rozumieli tylko język niemiecki więc nie było łatwo. Otworzyli maskę, poświecili latarką i nagle zaczynają krzyczeć " RAUS!!! RAUS!!! SZNELA!!! FAJER FAJER!!!"

Ja pier*&&%$### pomyślała Marta uciekając od auta. Patrzymy a oni biorą gaśnicę, zalewają auto i każą szybko wyciągać najważniejsze rzeczy ze środka " PAPIREN, KOMPUTEREN"

Ja pier*&&%$### pomyślała Marta po raz drugi ponieważ oni nie wiedzieli o naszym hotelu na 4 kołach, o tym że mamy tam pół chałupy i o tym że zaraz nastąpi gnój niesamowity... Kiedy wyciągnęliśmy wszystko patrzymy a tu zjawiają się 3 wozy strażackie.

Ja pier*&&%$### powiedziała już Marta bardzo głośno. CO TU SIĘ DZIEJE?! Podchodzili do nas ludzie i tylko tłumaczyli nam coś po niemiecku... Jeden chłopak tylko łamanym angielskim powiedział nam że poprzepalane są jakieś kable i auto niezdatne jest do jazdy, musi ktoś przyjechać po nas lawetą... Rewelacja :( Była już prawie 3 w nocy.


Michał zastanawia się, co się stało i kręci beke robiąc fotoreportaż a Marta załamana ryczy gdzieś z boku 😂😂😂


Kiedy już było po całej akcji, akumulator został wyjęty i wszystkie substancje trujące zostały wyczyszczone, powkładaliśmy wszystko z powrotem do środka. Sęk w tym że jedna z szyb do połowy była uchylona a że nie ma tak dobrze jak kiedyś że szyby na korbkę to nie dało się jej już zamknąć a spać jakoś było trzeba bo hotele już nieczynne xD 

Byliśmy tak pobudzeni że poszliśmy jeszcze pograć na maszynie w jednorękiego bandytę i do Mc Donalda ale że Marta już przysypiała z nadmiaru wrażeń poszliśmy się położyć :D


Dziurę w szybie zatkaliśmy śpiworami i poubierani w trzy bluzy położyliśmy się spać. Tata Maras z Panem Jareczkiem wyruszyli ze Zdun o 8 rano a że mieli do na 700 km to błąkaliśmy się po całym centrum do wieczora tracąc ostatnie pieniądze na jednorękiego bandytę :D 

Przyjechali wybawiciele !!!
Stalmach rządzi :D

I tak z samego rana (ok 4:00) dojechaliśmy do Zdun. Cali i zdrowi poniekąd szczęśliwi że wreszcie wyśpimy się w swoim łóżeczku 💗

Przygód było bardzo wiele, również tych mniej przyjemnych dlatego jesteśmy z siebie bardzo ale to bardzo dumni! Zwiedziliśmy przez pełne dwa miesiące tyle miejsc że chwilowo nie jesteśmy tego ogarnąć naszą głową. Mieliśmy wzloty jak i upadki ale wszystko to w naszych wspomnieniach jest piękne :) Patrzcie jaki kawał trasy przejechaliśmy!!! Kirchheim to miejscowość od której jechaliśmy już na lawecie :D


Oto kolaż naszych przeżyć przez ostatnie szalone dwa miesiące. Było niesamowicie!!! 
Mc Donaldy i Lidle spisały się na 5 :D

Pięknie dziękujemy wszystkim osobom które uczestniczyły jak i pomagały nam w przygotowaniach jak i samej przygodzie. Dziękujemy całej naszej rodzinie, znajomym jak i nowo poznanym cudownym człowiekom! Bernard Beny, Magda Fabiszewska, Marcelina Adamczyk, Andrea Slink D'Andola wraz z dziewczynami, Wiktoria Warda, Michał Kaczmarczyk DZIĘKUJEMY!!! Cudownie było was poznać!!! Przesyłamy pozdrowienia i ściskamy mocno :*

Ps: wszędzie dobrze ale w domu najlepiej !!! :D
Ps2: Niemcy to panikarze i okazało się że wystarczyło włożyć nowy akumulator i wszystko działało... Pozdro!!!







środa, 29 marca 2017

Epernay :)


Epernay ( 28 października 2017 r)

Od samego rana mieliśmy małe problemy z naszym autem, nie chciało odpalić i dławiło się nie wiedzieć czemu... Epernay to ostatni przystanek naszej wycieczki po którym zwijamy do domu by zdążyć na 1 listopada więc tym bardziej modlimy się by autko wróciło z nami całe i zdrowe. Okazało się na szczęście, że rozładował się akumulator i miły Pan który mieszkał obok hotelu F1 w którym spaliśmy użyczył nam trochę prądu ze swojego auta i ruszyliśmy do szampańskiego miasta :D

PS: każdy byłby miły jakby dostał 0,7 żubróweczki hehehe :D

Épernay to niewielkie miasto w północnej Francji. Mimo, że nie ma tu zbyt wielu ciekawych zabytków to każdego roku miejsce to odwiedzane jest przez tysiące turystów z całego świata. Miasto bowiem uznawane jest za stolicę szampana - szczególnego rodzaju wina musującego, powszechnie kojarzonego ze świętowaniem i luksusem. O tym jak się go produkuje, można dowiedzieć się w trakcie wizyty w jednej z wielu miejscowych wytwórni.



Dom Pierre Pérignon mnich zakonu benedyktynów, któremu często przypisuje się odkrycie szampana. Słynna marka szampana Dom Pérignon jest nazwana na jego cześć.
Przypisuje się mu wypowiedź: „Chodźcie prędko, ja piję gwiazdy!”

Zapoczątkował on kilka metod produkcji, używanych do dzisiaj. Na przykład mieszanie surowca pochodzącego z wielu winnic. Inną wprowadzoną przez niego innowacją było ulepszone zamknięcie butelki, zabezpieczone dodatkowo metalowym oplotem, oraz wprowadzenie butelek z grubego szkła.


Podczas mieszania winogron z różnych winnic Pérignon miał zwyczaj kosztować ich „na ślepo”, by nie sugerować się wyglądem a jedynie smakiem. Opis takiego postępowania w niektórych źródłach spowodował powstanie znanego, lecz błędnego przekonania, jakoby Dom Pérignon był niewidomy.


Sklep razem z ekspedientami był bardzo ale to bardzo ekskluzywny, my ubrani w bluzy troszkę odstawaliśmy od tego super ekstra giga wyglądu :P


A tego szampana wybrał Michał, ponieważ razem ze szwagrem... 
Tak, tak będą opijać kolejny powód który wymyślą :D



Może to śmieszne ale... Michał zrezygnował z butelki powyżej ponieważ na dach Kangoo zabiera jedną z największych na świecie beczek która zawiera w sobie 160 000 litrów boskiego trunku :P




Beczka ta była budowana aż przez 20 lat!


Mercier, który ma największą szampańską beczkę świata, zbudowaną w 1889 roku pojechała na Wystawę Światową w Paryżu, niestety nie zdobyła medalu, przegrywając ze zbudowaną na tę samą wystawę wieżą Eiffla.



Historia przewozu beczki


Wykupiliśmy bilety do "piwczniczki" Mercier i wio przygodo, zjeżdżamy w dół windą w podziemia a tam kolejką będziemy przemierzać korytarze które łącznie liczą 18 km!  Kiedy weszliśmy do windy Pani kazała nam obrócić się w stronę ściany za naszymi plecami po czym kiedy ruszyliśmy ukazały się naszym oczom animacje wraz z figurkami, powoli zjeżdżając dowiadywaliśmy się o historii związanej z Mercier.

Mercier zapoczątkował tradycyjne związki reklamowe pomiędzy szampanem a sportem balonowym  ( w nawiązaniu do kształtu balonu i korka szampańskiego). Nakręcił pierwszy w historii film reklamowy.





W piwnicy tej możemy zobaczyć kilkadziesiąt tysięcy butelek!







Na sam koniec byliśmy zaszczyceni zdegustować jednego rodzaju szampana.


A do domu wracamy nie z wózkiem dziecięcym a pełnym szampanów :D


Kiedy chcieliśmy ruszyć autko znów potrzebowało zasilenia przez kable więc pewni swego stwierdziliśmy, że bez zatrzymywania jedziemy prosto na Polskę i już nad ranem przywitamy się ze Zduniaczami, ale czy tak będzie...? 

Paaaaaa ! :)


wtorek, 28 marca 2017

PARYŻ 2



PARYŻ DZIEŃ DRUGI ( 27 październik 2016 r)

Muzeum Luwr powstało w 1793 r. na podstawie dekretu Zgromadzenia Narodowego w trakcie Rewolucji Francuskiej. Wcześniej w tym miejscu był pałac królów. Dopiero Ludwik XIV przeprowadził się wraz z dworem do Wersalu (w 1672 r.) pozostawiając w Luwrze dzieła sztuki. Do pierwotnej kolekcji dołączały najpierw skonfiskowane dobra kościelne i królewskie, a potem łupy Napoleona I, aż w końcu dobrowolne dary. Dzisiaj kolekcja dzieli się na sekcje:

  •  Starożytny Egipt,
  •  Starożytna Grecja i Rzym,   
  •  Starożytny Bliski Wschód, 
  •  Sztuka Islamu,
  •  Rzeźba,  
  •  Malarstwo, 
  •  Rzemiosło Artystyczne,
  •  Rysunek i Grafika.


Głowa Jana Chrzciciela na tacy, patron w herbie Zdun.


A tak Marta uległa Aniołowi... :D


Szczegóły z jakimi zostały wyrzeźbione te dzieła wprawiają w osłupienie.


A z takiego kielicha Michał będzie opijał szczęśliwy przyjazd ze szwagrem!


Każdy najmniejszy szczegół w muzeum jest wykonany z największą starannością 



Słynna rzeźba Wenus z Milo została wykonana prawdopodobnie przez Aleksandra z Antiochii. Znalazł ją pewien wieśniak w 1820 r. Sprzedał on dzieło, a następnie zostało ono przeniesione do Luwru gdzie widnieje do dziś. 
Dzieło jest jedną z najsłynniejszych greckich rzeźb. Nosi nazwę rzymskiej bogini Wenus ( odpowiednik greckiej Afrodyty).


Tyle tutaj przyrodzeń, że aż głowa boli...


A temu odpadło... Każdy nie może mieć tyle szczęścia, niech się cieszy chociaż, że ma Luwr na wyłączność :)



Pomimo tego że korytarze Luwru oznaczone są cyframi a poszczególne piętra i rejony tematami to i tak łatwo się w nim zgubić. Luwr podzielony jest na 3 pawilony, co nieco ułatwia zwiedzanie. Są to: Sully, Denon oraz Richelieu. W kompleksie budynków o całkowitej powierzchni wynoszącej 60 600 metrów kwadratowych znajdują się zbiory liczące około 300 000 dzieł sztuki od czasów najdawniejszych po połowę wieku XIX, dzieła światowego dziedzictwa o największej sławie .Co ciekawe tylko kilkanaście procent całości oddane jest do zwiedzania przez turystów. Reszta zamknięta przed zwykłymi chlebozjadaczami z której poszczególnych części nie raz organizowane są kilkudniowe wystawy. Każdego dnia zwiedza to muzeum przeciętnie 25 do 30 tysięcy osób!


Ruiny




Tak kiedyś wyglądał cały Luwr. Przed Łukiem Triumfalnym rozciągały się jeszcze dwa segmenty.  W czasie Komuny Paryskiej w 1871r pożar strawił pałac Tuileries. A jego ruiny zostały doszczętnie rozebrane.



Starożytny Egipt











Ma się czym pochwalić haha


A tutaj mamy takiego zadowolonego pana co pociesznie gra na banjoli czy czymś podobnym :D


Marta zakochała się w tym aniołku, a nawet w dwóch :P 


Jest on tak przesłodki i kochany że zasługuje na dwa zdjęcia 💗


A tutaj Wenus z Milo jeszcze z rękami pomaga małemu amorkowi dobrze trafić w Martusię i Michałka :D




Zrekonstruowane komnaty Napoleona III wprawiają w osłupienie. 













Już w drodze do słynnej Mona Lisy :)



Ktoś tu jest niegrzeczny... Ktoś kto zwie się aniołkiem...


Przerażający ale piękny obraz


No i jest wreszcie ona!!! Zastanawialiśmy się co faktycznie tak naprawdę jest jej fenomenem, skoro w koło jest pełno innych równie dobrych dzieł Leonarda i doszliśmy do wniosku, że nic...


Ale selfie musi być :D


Główny cel wizyt turystów – Mona Lisa oraz inne dzieła da Vinci znajduje się w pawilonie Denon. Do obrazu prowadzą dobrze oznakowane korytarze. Na fotce wyżej wyglądało jak byśmy byli z nią "sam na sam"? Nic bardziej mylnego, tłum turystów i chińczyków cykających 100 fotek na sekundę ledwo dał nam zrobić zdjęcie :D




La Belle Ferronière obraz Leonarda da Vinci równie znany może mniej z nazwy jednak sam obraz jest kojarzony.


I tutaj kończy się nasza przygoda z Paryżem i jego urokami. Rzecz jasna nie zwiedziliśmy dużej jego części ale nikt nie powiedział, że tutaj jeszcze nie wrócimy :) Teraz kierować będziemy się w stronę Szampanii do Epernay by odwiedzić sklepy sławnego Don Perignon :)) Buziaki :*