I RUSZZZZZZYYYYYYYLIII :D
W drodze towarzyszy Marcie nie tylko jeden Aniołek :)
Po początkowych przygodach z nawigacją i zwiedzeniu kilku górzystych wiosek, przez knieje i warchlaki dotarliśmy na znajome szlaki. Na granicy obowiązkowa winietka, ostatnie telefoniczne pożegnania z rodziną i żarło.
Nawet kotlet odwzajemnia nasze uczucia w stosunku do jedzenia :D
Gdy dojechaliśmy już prawie do Pragi i stanęliśmy na światłach by skręcić w lewo, po wkurzeniu się i oczekiwaniu kilku cykli (ok 10 min) na zielone, ostatkiem nerwów chcieliśmy jednak jechać prosto. Nagle podszedł do nas miły Pan z auta które stało za nami informując nas o sensorze który jest bliżej świateł i że wystarczy podjechać pod linię stopu aby zadziałał. Odzyskawszy siły ruszyliśmy w dalszą drogę. Gdy dotarliśmy już na miejsce pogoda przywitała nas gradem, burzą i oberwaniem chmury. Ale coo... MY NIE DAMY RADY?! Placuszeki mamy Halinki, parasolka Stalmach i jazda ze zwiedzaniem :D (godz 16:00)
Na pierwszy plan rzucił nam się w oczy Tančící Dům czyli budynek który wygina śmiało ciało, oraz łysy niedźwiedź.
Piękne stare miasto, podziwianie Zegara który o pełnych godzinach ukazuje nam 12 apostołów i kostuchę bijącą w dzwon. Dużo zamieszania, dużo Chińczyków i nic ciekawego hahaha :D Jednak każdy jeden budynek w tym pięknym mieście oddaje klimat tego niepowtarzalnego miejsca.
Maj DARLING :D
Po kilku godzinkach zwiedzania poszliśmy na typowy czeski obiad czyli smażony syr i knedliczki!
Oczywiście nie mogło zabraknąć bajkowych klimatów, kukiełek, matrioszek i kurtoszy kołaczy, coś co Martusie lubią najbardziej :D
Na koniec wybraliśmy się na słynny most Karola i przeszliśmy się miejscowymi uliczkami napotykając na drodze samotne ogromne... dzieci bez twarzy. Nie możliwe? A jednak :D
Kapitan HAK (bez nogi)
Koniec zwiedzania na dziś, idziemy spać do naszego pięciogwiazdkowego hotelu "Na 4 kołach" przy stacji benzynowej :D
Dobranoc :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz