Walencja ( Wtorek 11 października 2016 r)
Dzień wcześniej jechaliśmy z Barcelony tak długo, że na Walencji zatrzymaliśmy się już późnym wieczorem, także zostaliśmy już na noc na parkingu by od rana zacząć zwiedzać miasto.
Gdy dojechaliśmy już do centrum metrem zorientowaliśmy się, że baterię od aparatu zostawiliśmy w samochodzie więc został nam tylko telefon i go pro :P, a szkoda bo już po samym wyjściu z metra mega byliśmy zaskoczeni pięknem Walencji :)
Następne suche Michała motto dnia to : Kolejna rada życiowa, zwiedzanie Walencji bez aparatu jest jak podkowa bez konia... -.-'
Plaza de Toros to słynna arena walki byków, która jest usytuowana w samym sercu Walencji. Co więcej, arena ta jest jedną z największych na terenie całego Królestwa Hiszpanii. Arena została zaprojektowana oraz wybudowana na początku XIX wieku i jest obiektem głównie w klasycystycznym stylu. Posiada cztery filary oraz charakterystyczne łuki, które sprawiają, że wyglądem budynek ten przywodzi na myśl słynne rzymskie Koloseum
Mercat Central to nic innego jak… największy w całej Europie rynek miejski. Wielki, zadaszony targ jest jednym z najważniejszych punktów sprzedaży świeżych, tradycyjnych produktów z Hiszpanii. Można tu kupić wszystko – od świeżych owoców i warzyw, przez suszone owoce, ryby, owoce morza, mięso, aż po tradycyjną, hiszpańską szynkę. Łączna powierzchnia Mercado Central to 8160 m2, z czego 1400 m2 stanowi ośmioboczna część, gdzie znajduje się rybny targ.
Bardzo słynne jest u nich krojenie szynki przy Tobie z nogi świńskiej.
Pomidorki jak z działeczki czy ogródka :D
no i część morska...
śmiechowa ryba ;p
Biedne jeszcze żywe... :(
Tak samo te kraby były żywe, widzieliśmy jak co chwile któryś z nich rusza nogami czy szczypcami.
Rybcia i gruba ryba :P
Niestety nie skusiliśmy się na spróbowanie jeżowców :P
Ani morskich ślimaków...
Michał myślał, że jeśli pocałuje żabnicę to wyskoczy piękna księżniczka...
Jednak ona została nie wzruszona a jedyną księżniczką Michałka jest Martusia :D
Rybka lubi pływać, dopóki jest żywa :D
Wyglądają całkiem jak kot ze Shreka prosząc o nie wrzucanie do gorącego oleju ;p
Możemy tam dostać wszystko co sobie wymyślimy :)
Nawet kurę z głową ;p
Oraz przepyszne mandarynki prosto z drzewka :))))
My jednak poszukiwaliśmy jednego owocu... TRUSKAWKI!!!
11 października to idealna pora na takie przysmaki :D
Nietoperz Walencyjski, znajduje się on w herbie tego miasta.
Tutaj Marta jeszcze uśmiechnięta...
Niestety nie było dane nam zwiedzić reszty głównego miasta ponieważ w trybie natychmiastowym musieliśmy wracać do auta z powodu tych dni które odebrały władzę w nogach.... :P
Doszliśmy do samej katedry, w środku znajdował się Św. Gral.
Już późnym popołudniem kiedy Marta odzyskała trochę sił, zjedliśmy parę mandarynek i pojechaliśmy na spacerek na plac z wieloma nowoczesnymi budowlami których architektem jest Santiago Calatrava :)
Budynki zrobiły na nas ogromne wrażenie!
Tutaj znajduje się centrum nauki.
Największe w Europie Oceanarium, dziś już zamknięte jednak udajemy się tam jutro z samego rana :)
Zwróćcie uwagę na dach tego budynku teraz i na późniejszych zdjęciach!
Nie przylega on żadną częścią do całej konstrukcji.
:D
:)
Michał znalazł swoją Anielicę, której użyczył rąk na zakrycie nagości...
Taki komentarz... :P
Stworzenie księżyca przez Martę :P
A tutaj właśnie jesteśmy!
Marta wyhaczyła sobie niezłe ciacho na celowniku :P
Lepiej się poddaj :D
Tak zakończył się nasz nie do końca szczęśliwy dzień, jednak przetrwaliśmy go i jutro ruszamy oglądać delfiny! :D
POZDRO!!! :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz