Rzym dzień 2 ( 18.09.2016 r.)
Dziś postanowiliśmy wybrać się pozwiedzać Watykan z nadzieją, że zobaczymy Papieża Franciszka, w końcu dziś niedziela. Wiedzieliśmy, że ma się odbywać Anioł Pański jednak nie spodziewaliśmy się, że trafimy do niego na mszę :)
Plac na Watykanie ma kształt elipsy ponieważ w okresie baroku kształt ten zyskał wielką popularność z uwagi na ówczesne odkrycia naukowe. Dotychczas za kształt doskonały uważano koło, jednak astronomowie odkryli, iż planety krążą wokół słońca nie po obwodzie koła, a właśnie elipsy. To właśnie w tym miejscu co roku papież udziela błogosławieństwa "Urbi et Orbi" - "Miastu i Światu". Kształt eliptyczny, jako symbol wszechświata, miał dodatkowo podkreślać ten niezwykły symboliczny akt.
Papieża udało nam się zobaczyć nieco z daleka ale to zawsze coś. Cała msza była oczywiście po włosku ale jedna intencja wypowiedziana została w języku polskim :) Ku naszemu zaskoczeniu ludzie "na znak pokoju" zaczynali się całować i obejmować :D
Na mocnym przybliżeniu widać papieża nawet dobrze. Mocno wytężaliśmy zatem swoje gałki oczne by choć trochę go dostrzec :D
Już po zakończonej mszy świętej udało nam się przedostać bliżej ołtarza, jednak nie mogliśmy przejść do miejsca gdzie Papież rozmawiał z ludźmi VIP czyli tymi, którzy na mszy siedzieli na głównym ołtarzu.
Widzicie kawałek białej głowy? Tak, tak to on :D
Znany ogromny pojemnik na wodę święconą podtrzymywany przez dwa amorki :)
Wszyscy Papieże którzy odeszlli.
Na modlitwie Anioł Pański ustawiliśmy się w baaaadzo nie korzystnym miejscu... Widzieliśmy kawałek ręki Franciszka i to tyle.
A powinniśmy stać tutaj :p
W planach było zwiedzenie dzisiaj całego Watykanu, jednak okazało się, że od razu po modlitwie Anioł Pański zamknięte zostało wszystko co można było obejrzeć. Udaliśmy się więc z powrotem do Rzymu posiedzieć trochę w parkach i odpocząć przy lodach ponieważ nasze nogi kwiczały byśmy dali im trochę wytchnienia :D
Potrzeba możliwości polegania na małej ale zaufanej armii doprowadziła Papieża Juliusza II do stworzenia w 1506 r. korpusu Gwardii Szwajcarskiej. W swych kolorowych XVI w mundurach o rozciętych rękawach i bufiastych spodniach, prawdopodobnie zaprojektowanych przez Michała Anioła, Gwardziści uczestniczą w historii państwa Watykańskiego po dziś dzień. Gwardia składa się z ok 100 mężczyzn.
Zamek św Anioła
W tym kościele znajdują się relikwie św. Ojca Pio oraz naszego św, Jana Pawła II
W jednej z lodziarni wpadli naszym zdaniem na super pomysł, za szkłem dali kuchnię i każdy mógł zobaczyć jak przygotowywane są dane lody.
Plac Navona. Był to kiedyś stadion Domicjana na którym odbywały się zacięte bitwy morskie, mógł on pomieścić do 30 000 widzów. Obecnie przerobiony został przerobiony na plac z bazyliką i fontanną przy której można zjeść pyszne lody :D
No i znaleziona kolejna moneta :D
Uuuuuuuuuuuu! To są lodyy :D cynamon, snickers i karmel rozwaliły system :D
Takie tutaj i tam i wszędzie palemki mamy że ho ho :D
Miło było wreszcie usiąść i zdjąć na chwilę buty. Nie wiedzieć czemu zwierzęta które przechodziły koło naszych stóp zdychały...
Kolejny plac przez który się wchodziło w ogromny park (zauważyć można już nadciągające chmury ;p)
Kolejne chmury... Jednak jeszcze nas one nie przeraziły... Postanowiliśmy zwiedzać dalej.
Papugi na drzewach!!! Pierwszy raz widzieliśmy te ptasiory latające sobie tak poprostu na wolności !
Specyficzny włoski owoc, którego nazwy nie pamiętamy był ponoć przepyszny w czerwonej wersji. Ten na zdjęciu był jeszcze nie dojrzały i po ugryzieniu tego, wróć, po wgryzieniu się w niego lekko zębami poczuliśmy taką gorycz i cierpkość że obrzydlistwo :D
Zegar wodny, w środku sobie przelatywała woda odliczając sekundy. Fajne :D
No i nadszedł ten czas! Usiedliśmy na ławeczce ponieważ lekko zaczęło sobie padać, pomyśleliśmy "przeczekamy". Poznaliśmy wtedy miłego Włocha o imieniu Davide, który akurat w tym dniu przyjechał do Rzymu ponieważ na następny dzień miał rozmowę kwalifikacyjną. Pomyślał, że też przeczeka ten deszcz gdyż buty które miał na sobie nie mogły zostać przemoczone bo właśnie w nich miał jutro się zaprezentować... Czekaliśmy tak ok godziny aż stwierdziliśmy, że musimy wreszcie się ruszyć bo lepiej już chyba nie będzie. Szybkie zakupy u czarnoskórych "przyjaciół" po negocjacjach o pelerynki i w taki oto sposób przedstawiamy wam nową obsadę bajki TELETUBIES :D
Tak się składa, że kiedy wstaliśmy z ławek i szliśmy do metra zaczęło tak strasznie lać jakby ktoś wylewał na nas wiadra z wodą. W jednej chwili na chodniku zrobiła się rzeka a my skuleni jak żółwie, kucaliśmy śmiejąc się z "suchych" butów Davida. Stwierdziliśmy, że nie ma co dalej kucać ponieważ nic a nic nie polepszało się więc pobiegliśmy w stronę jakiegokolwiek schronienia a nie było to wcale blisko.
Żeby tego było mało, po dotarciu na nasz camping (namiocik) przyszła taka burza z piorunami, że już dawno tak się nie posraliśmy :D
Tak zakończyliśmy drugi dzień Rzymu.
Greetings to you Davide!!! We hope that your interview was successful :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz